Partnerzy:
Papierówka
Starostwo Powiatowe Bełchatów
Elektorwnia Bełchatów s.a.
Ekstraklasa.net

"Po bezdrożach, tam gdzie nie można, a się da."
Ustaw jako strona startowa E-Mail Dodaj do ulubionych
NOWOŚCI CIEKAWOSTKI ORGANIZACJA GALERIA DOWNLOAD KONTAKT FORUM
Ostatnie wycieczki:

Szczerców - 82km
Zarzecze, Nowy Janów - 40km
Kurnos, Kaszewice - 30km
Kurnos, Nowy Janów - 40km
Piotrków Trybunalski - 70km
Krynica zdobyta po raz drugi!

Sobota, 9 luty 2008
Punktualnie o 0:00 w piątek spotkaliśmy się na dworcu centralnym w Piotrkowie Trybunalskim. Wentyle w składzie: ja, Szymek, Gołąb, Bodzio oraz Adam. Brakowało nam tylko Kacpra, który nie pojechał, bo na TVNie leciał "Taniec z gwiazdami". Gościnnie w wycieczce wziął udział Banan (chodzi o człowieka rzecz jasna, nie o owoc). Warto wspomnieć iż nasz fotograf zapomniał aparatu! Osobiście wniosłem o jego degradacje do rangi rekruta, jednak zamiast tego wziął toster, to winy poniekąd zostały mu odpuszczone. Plan był doskonały - podjeżdża pociąg, Szymek i Bodzio biegają z dwóch stron wagonu, by zająć przedział. My bierzemy ich bagaże. W pewnym momencie podjeżdża pociąg - Adam cichutkim i niepewnym głosem zdążył powiedzieć "idziemy" i wtedy się to zaczęło.
Szymek i Bodzio wbiegają do pociągu, my za nimi z bagażami. Sprawdzają każdy przedział, ten zajęty, tamten też, kolejny i kolejny również. Wpadają na siebie, w oczach Szymka pojawił się strach. Zarządzamy odwrót, biegniemy od kolejnego wagonu. Znów to samo, zajęty lub zarezerwowany przez kolonie. Zrezygnowani, siadamy na korytarzu. Przed nami perspektywa 9 godzin podróży. Cóż z tego, że było zimno, głośno, ciasno i co chwilę ktoś chciał przechodzić. Ważne, że byliśmy w drodze do Krynicy! Czas umilaliśmy sobie opowiadaniem dowcipów, Bodzio podrywał dziewczyny z kolonii metodą "fajnego masz misia, jaki ma kolor?". Niewyspani dotarliśmy do Krynicy. Pogoda była... bardziej wiosenna niż zimowa, ale nas to nie zrażało. Miejsce noclegowe i nasza baza znajdowała się jak rok temu, w Powroźniku. Pierwszy dzień minął nam na rozpakowaniu się, podziale pokoi, konsumpcji specjałów przygotowanych przez nasze mamy. Wieczorów nie będę opisywał. Spędzaliśmy je raczej podobnie: rozmowy o życiu, karty, przyśpiewki przy akompaniamencie Adama i "tostowanie".

Niedziela, 10 luty 2008
Mieliśmy wstać o 6:30 i iść do kościoła zabytkowego, jednakże byliśmy zbyt zmęczeni i wstaliśmy koło 9:00 dopiero. Po śniadaniu pojechaliśmy do Krynicy. Tam wraz z Bananem i Szymkiem poszliśmy na łyzwy, a jako iż nas oszukali na 15 minut, zostaliśmy 1h dłużej w ramach rekompensaty. Bodzio, Adam i Gołąb kupowali jakieś pejcze czy coś, nie wiemy po co. Pijalnia wód była obowiązkowa. Polecamy wszystkim, którzy tam będą wodę "Zuber", świetnie działa na człowieka. Kolejną atrakcją był tor saneczkowy. Wszyscy byli zadowoleni. Po powrocie ruszyliśmy zwiedzać pobliskie lasy i szczyty. Po drodze spotkaliśmy "czarne świnie", które tak nam się spodobały, że odkryty przez nasz szlak nazwaliśmy szlakiem czarnych świń. Owe miłe zwierzątka stały się oficjalnymi maskotkami całej wycieczki.

Poniedziałek, 11 luty 2008
Pobudka 8:00. Pogoda iście letnia. Autobusem pojechaliśmy do Muszyny, gdzie po wyjściu dwie starsze panie podziwiały "kozią bródkę" Bodzia. W pobliskim supermarkecie Bodzio musiał kupić ręcznik, wszyscy na wycieczce śmiali się z niego, że się nie myje. Po drodze na przystanek odwiedziliśmy biuro podróży, w którym oferowali nam wyprawę do muzeum uli woskowych. Banan był wniebowzięty, gdyby nie cena, zapewne byśmy tam ruszyli. Po drodze postanowiliśmy na piechotę zdobyć najwyższy szczyt Beskidu Niskiego - Jaworzynę (1114 m.n.p.m.). Prawie 15km pod górę. Podczas marszu śpiewaliśmy sobie piosenki, ścigaliśmy się z zaprzęgiem konnym itp. Wraz z wysokością można było w końcu odnieść wrażenie, że to są ferie zimowe. Najgorzej było jednak z zejściem po stoku narciarskim... ludzie na nas dziwnie patrzyli. Cała przechadzka zajęła nam blisko pół dnia. Później odwiedziliśmy Krynicę, na zorganizowanym turnieju w "ślizganego ping-ponga" znów byłem najlepszy. Wszyscy byli wniebowzięci z przeżycia tak wspaniałej przygody.

Wtorek, 12 luty 2008
Po przebudzeniu ruszyliśmy w trasę, tym razem do Tylicza - 8km piechotą. Gdy dotarliśmy, wszyscy ruszyli by spróbować cudownej, niebywale smacznej i zachwalanej przez Szymona wody. Okazało się jednak, że woda ta smakuje tylko... samemu Szymonowi. Gołąb opisał jej smak jako "smak krwi". Autobusem z Tylicza ruszyliśmy na obiad do Krynicy. Wieczorem, elitarna trójka w składzie ja, Szymek i Banan ruszyliśmy na podbój nocnej Krynicy! Na początek trafiliśmy do klubu karaoke, gdzie nie było karaoke. Później poszliśmy do owianego słabą klubu "Submarine". Na wejściu stał bramkarz, który nas zapytał czy jesteśmy z Rzeszowa. Rzecz jasna, że my z Bełchatowa, tak też odpowiedzieliśmy. Owy dresik jednak nas wpuścił. Kazał nam mówić, jak ktoś zapyta, że jesteśmy studentami z Rzeszowa, bo dziś mają tam prywatną imprezę. Gdy już weszliśmy głębiej, bramkarz znów do nas podszedł i powiedział do Szymka "tylko żadnych burd mi tu nie robić!". Do dziś się zastanawiamy, czy my wyglądamy na takich, co szukają bójek i kłopotów? Tak się dobrze bawiliśmy, że uciekł nam ostatni autobus do Powroźnika. Ostatnią deską ratunku był autobus pośpieszny, jadący obok Powroźnika do Krakowa. Dzięki szybkości, błyskotliwości, niezwykłej inteligencji i sprytowi Banana udało nam się go złapać (bo i na ten byśmy się spóźnili). Przeraziła nas jednak cena - 8zł od osoby, podczas gdy normalny przejazd kosztował 1,20zł. Dzięki wstawiennictwu bardzo miłej pani w autobusie jednak nic nie musieliśmy płacić. Wieczór skończyliśmy ok. 3:00.

Środa, 13 luty 2008
Ten dzień spędziliśmy w Krynicy oraz na przygotowaniach do drogi powrotnej. Wszyscy byliśmy smutni, że nasza wyprawa dobiega końca. Adamowi łezka zakręciła się w oku. Na pożegnanie z naszą kwaterą zaśpiewaliśmy piosenkę Big Cyca "Kręcimy pornola" i wyruszyliśmy z powrotem do Bełchatowa. Droga powrotna obyła się bez przeszkód, mieliśmy tym razem swój przedział. Szymek opuścił nas w Tarnowie. W Bełchatowie byliśmy ok. 1:00.

Wyjazd był udany, wszyscy się świetnie bawili. Kacper może żałować, że go nie było.
Uczestnicy wycieczki: Szymek, Radek, Gołąb, Bodzio, Adam i gościnnie Banan.
Odległość: ok. 350km
KO – chyba Szymek
2250g


Dodane dnia: 21 04 2008 Komentarzy 2

Autor: gołąp @ 23 Apr 2008 12:09 pm
może być wink

Autor: szymek @ 21 Apr 2008 06:19 pm
Nareszcie jest sprawozdanie! No i bardzo fajne. Szkoda ze nie opisales wieczorów:) Mam nadzieje ze wyjazd powtorzymy w wakacje w szerszym gronie zeby bylo smieszniej;)

Nick:
Mail: (opcjonalnie)

Smile:

smile wink wassat tongue laughing sad angry crying 


2+2=

Copyright 2006-2008© Wentyle Team. All rights reserved.