|
|
"Po bezdrożach, tam gdzie nie można, a się da." | ||||||||||||||||||||
|
|
|
|
|
|
|
||||||||||||||||
|
|
|
|
|||||||||||||||||||
|
|
NOWOŚCI | CIEKAWOSTKI | ORGANIZACJA | GALERIA | DOWNLOAD | KONTAKT | FORUM | ||||||||||||||
|
Ostatnie wycieczki:
Szczerców - 82km Zarzecze, Nowy Janów - 40km Kurnos, Kaszewice - 30km Kurnos, Nowy Janów - 40km Piotrków Trybunalski - 70km Bełchatów-Przedbórz
Uczestnicy:Kacper,Gołąb,Szymon Na początku warto powiedzieć o tym , że poza tym iż Przedbórz jest tradycyjną, polską wsią noszącą w sobie liczne ślady okresu komuny(np. wyjątkowo obleśny budynek o nazwie ,,Dom handlowy” szpecący urok średniowiecznego rynku), jest także miejscem pamiętającym odległe czasy XII wieku kiedy to utworzono miasto. Miasteczko znad Pilicy ,w którym nadano prawa miejskie Łodzi liczy dziś zaledwie 4 tyś. mieszkańców połączonych więzami przyjaźni , ale często także wielopokoleniowej zawiści. To jakże ciekawe miejsce ,niegdyś będące ukochanym zakątkiem Kazimierza Wielkiego , żyje własnym życiem z uśmiechem spoglądająca na dawne , „wielkie” czasy .W tym właśnie miejscu mieszka babcia Gołębia (mnie) u której mieliśmy przyjemność spędzić 3 zaj ..... ehm , tzn. miłe dni. Wyjechaliśmy najpiękniejszego dnia w roku ;ostatni dzień szkoły. Od razu po rozdaniu świadectw , prawie że w garniturach wskoczyliśmy na nasze wspaniałe jednoślady i ruszyliśmy w podróż (oczywiście bez mapy =D ). Pogoda była idealna na wyprawę ;ciepło , ale chmury zapewniały ciągły cień. Po około 30 km zrobiliśmy przystanek w miejscu nieokreślonym żadnym znakiem ( powiedzmy , że nazwa to „mrówcza polana”). Po posileniu się kurczakiem i nakręceniu filmu ze mną w roli głównej ruszyliśmy w dalszą drogę . Na miejscu przywitała nas babcia i ciotka( znaczy Asia starsza tylko o dwa lata).Trzy godziny drogi spowodowały że upodobniliśmy się do dzikich loch i razem z psami udaliśmy się do jeziora . Pierwszy dzień i ranek dnia następnego minął bezproblemowo. Drugiego zaś Szymonowi wpadł do głowy pomysł , aby złowić rybę na co gołąb zareagował wyciągając zza pleców gotową wędkę i chleb. Po 1 godzinie , usatysfakcjonowani wróciliśmy z wynikiem= MY:2(karasie) Ryby :0 . Reszta dnia minęła nam na wylegiwaniu się wśród winogron , jabłoni , jednym słowem natura( ) o jakiej miastowi mogą tylko pomarzyć jeżeli nie mają rodziny w Przedborzu . Ten błogi stan nieróbstwa wypełnił nam resztę dnia. Najlepsza zabawa zaczęła się wieczorem po obejrzeniu kilku „ambitnych” filmów typu : „Od zmierzchu do świtu” w którym głupota miesza się z jeszcze większą głupotą , a wszystko doprawione jest scenami rozbryzgujących się szczątków ludzkiego (i nie tylko) ciała. W związku z tym , że oprócz nas w domu nie było zupełnie nikogo ,zaczęliśmy trochę świrować(nie zaniechałem oczywiście opowiedzenia historii o tym że tą na pozór spokojną wieś zamieszkują krwiożerczy szaleńcy jak np. Lord ciemności –Czesiek rodem z książki o Kubie Wędrowyczu).Koło godziny dwunastej w nocy zebraliśmy się w kuchni aby obgadać cały dzień. W tym właśnie momencie stała się najstraszniejsza rzecz w moim życiu ; zgasło światło. Normalnie mogłoby się to wydawać śmieszne ale nie na szarym końcu wsi pełnej złodziei i Cześków. Gdyby tego było mało psy biegające wtedy wokół domu zaczęły nienaturalnie głośno szczekać jakby ktoś obcy skradał się do domu. Nie no kaplica – wszyscy pomyśleliśmy . Ciemność była tak nieprzenikniona , że nie można było zobaczyć swojej ręki. Na szczęście po 5 min. znalazłem pudełko ze świeczkami na tort urodzinowy. Wsadziliśmy je zatem do jabłecznika który potem wziął Kacper , dalej uzbroiliśmy się w noże kuchenne i ruszyliśmy do pokoju w którym mieliśmy spać (na piętrze wyżej). Po dotarciu wykonaliśmy kilka desperackich telefonów do przyjaciół z czego najbardziej dodającym otuchy był do Piecza. Powiedział wtedy –jedziemy do was z Dobrzelakiem , z prądem. Pokrzepieni dobrą nowiną zgasiliśmy światło i zasnęliśmy z nożami pod poduszkami. Następnego dnia przyjechała babcia . Po spędzeniu kolejnego ranka tym razem na rozmowach na tarasie i jedzeniu owoców niechętnie ruszyliśmy w drogę powrotną. Tym razem droga okazała się bardziej uciążliwa i tak po trzech przystankach dotarliśmy do Bełchatowa z świadomością udanego początku wakacji. The End PS. Noże spod poduszek znalazła ciotka dopiero po miesiącu.
|
|||||||||||||||||||||
Copyright 2006-2009© Wentyle Team. All rights reserved.
|
|||||||||||||||||||||
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
||||||