|
|
"Po bezdrożach, tam gdzie nie można, a się da." | ||||||||||||||||||||||
|
|
|
|
|
|
|
||||||||||||||||||
|
|
|
|
|||||||||||||||||||||
|
|
NOWOŚCI | CIEKAWOSTKI | ORGANIZACJA | GALERIA | DOWNLOAD | KONTAKT | FORUM | ||||||||||||||||
|
Ostatnie wycieczki:
Szczerców - 82km Zarzecze, Nowy Janów - 40km Kurnos, Kaszewice - 30km Kurnos, Nowy Janów - 40km Piotrków Trybunalski - 70km Obóz żeglarski ze Skipperem.
Dosłownie i w przenośni. Z łóżka trzeba było się zwlec przed szóstą, bo autobus z miasta Łodzi odjeżdżał o 8.00, a droga daleka i mokra. Od razu powiem, że pogoda od razu nam nie sprzyjała. Padało jak sk… znaczy bardzo padało. Przepraszam, nawyki z obozu, gdzie nie przebierało się w słownictwie. Cały dzień byliśmy w podróży, aż późnym popołudniem dotarliśmy do celu, Giżycka. Tam zostaliśmy rozdzieleni na grupy względem łódek jakie wybraliśmy i podzieleni na załogi. Do naszej trójki zostały dołączone trzy dziewczyny, z którymi byliśmy zmuszeni spędzać większość dnia przez całe dwa tygodnie. Nie żeby to była jakaś udręka, bo dziewczyny był sympatyczne i osobiście nie mam im nic do zarzucenia. Sternik też był sympatyczny, a przede wszystkim, co ważne dla Kacpra i Gołębia układny względem „zaopatrzenia”. Dni upływały nam na pływaniu od portu do portu, klarowaniu (tzn czyszczeniu) łódek, kąpielach w jeziorach, integracji z innymi obozowiczami, czyli pełny relaks, no może poza tym klarowaniem. Oprócz tego musieliśmy sami gotować i zmywać. Ustaliliśmy z dziewczynami system zmianowy, one gotują-my zmywamy, my gotujemy-one zmywają. Codziennie zmiana obowiązków. Brzmi prosto, ale i tak intensywnych dyskusji było sporo. Trzeba przyznać, że dziewczyny nieźle gotowały, ale spaghetti w wykonaniu męskim również nie miało sobie równych. Co do integracji to najaktywniejszy był Kacper, zaraz za nim Gołąb, a ja jak zwykle jeśli chodzi o integrację byłem na szarym końcu. Zawarliśmy mnóstwo nowych i naprawdę fajnych znajomości. Czy warto pisać o wszystkich szczegółach? Chyba nie, bo relacja z całych dwóch tygodni zanudziłaby każdego. Ale z ciekawszych rzeczy można opowiedzieć o tym, jak to nikt nie dostał 4-8 w Rynie (kto wie ten rozumie, resztę przepraszam) mimo, że niektórym dobrze by to zrobiło. Gołąb zawarł również bliską znajomość z kilkoma konikami polskimi co można będzie zobaczyć na zdjęciach, które, mam nadzieję, webmaster wkrótce zamieści. Finał był również świetny, ostatniego poranka zanim turnus się rozdzielił (łódki trzeba było zdać w różnych portach) urządziliśmy wielką polewkę na kei w Sztynorcie. Laliśmy się wodą i wrzucaliśmy do brudnej, portowej wody pod hasłem „Suchy stąd nie wyjdzie nikt”. Naprawde była to świetna zabawa, szczególnie, że upał był nieznośny. Nie wiem jak Kacper i Tomek, ponieważ w tym chaosie, który zapanował trudno było się zorientować, ale ja wpadłem (a raczej zostałem wepchnięty do wody) tylko raz. Sam również raz wepchnąłem do wody koleżankę, a drugą podciąłem tak, że też wpadła do wody po tym jak wjechał we mnie jeden ze sterników (kładka na keję była metalowa i śliska). Potem po uroczystym pożegnaniu w wykonaniu jednego z kumpli Kacpra, na które on również odpowiedział (to naprawdę przemilczę, jak będą chcieli to napiszą w komentarzach co to było) odpłynęliśmy w stronę Giżycka. Ostatniego dnia czekał nas ostateczny klar jachtu (ZĘZA I BAKISTY!!!) i mogliśmy jechać do domu. Ale zanim to nastąpiło wszyscy poszliśmy za pieniądze zwrócone z kaucji na obiad. Czasu było mało, ale zdążyliśmy. Ja i Kacper, którzy zamówiliśmy domowej roboty hamburgery z pośpiechu omal nie zaczęliśmy wciągać ich nosem (frytki wziąłem już na wynos). Kiedy szybkim krokiem dotarliśmy z powrotem do portu w Giżycku okazało się, że autobus spóźni się o 30minut. Cały pośpiech wynikał z tego, że chłopaki chcieli zająć dobre miejsca oraz zając w pobliżu miejsca dla ludzi z zaprzyjaźnionej łódki „Sambii” (przemilczę, że nasza nazywała się „Bzyk”… o rzesz, nie przemilczałem). I tutaj na koniec zostawiłem najlepszy numer jaki wycięli Kacper z Gołębiem. Mianowicie… zostawili w Giżycku wszystkie bagaże. Tak im się spieszyło do środka, że zauważyli tylko jak kierowca wsadza do luku bagażowego jakieś torby, zostawili bagaże koło niego i wbiegli do autobusu. Że mi się nie śpieszyło to sam sobie schowałem torbę i do domu dojechałem ze wszystkim. Na szczęście bagaże zostały znalezione i w tej chwili chyba już są nawet odebrane. Naprawdę bawiliśmy się świetnie podczas tego wyjazdu. Szkoda tylko, że nie było z nami Szymka, ale on miał inne plany. Uczestnicy: Adam, Kacper, Gołąb Dużo g PS: A Gołąb się strasznie lenił. Nie mogłem sobie odmówić, żeby to napisać.
|
|||||||||||||||||||||||
Copyright 2006-2009© Wentyle Team. All rights reserved.
|
|||||||||||||||||||||||
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
||||||||